Podejrzewam, że w tym roku moje tulipany wyjdą nawet w trawie.
Jesienią przerabiałam przedogródek. Nie wszystkie cebulki udało mi się znaleźć na rabatach,
których część została przerobiona na trawnik. No i teraz już zauważyłam, że krokusy się w trawie pojawiły a tulipany pewno też wyjdą.
Ogród wczesną wiosną świeci pustkami.
Jak już uprzątniemy zaschłe badyle, rabaty czekają na nowe życie roślin.
Ten krótki moment przedwiośnia jest nie do zniesienia.
Spaceruje i szukam oznak, że przyroda budzi się do życia....moja cierpliwość jest wyraźnie wystawiona na próbę.
Od kilku lat dbam, żeby w sierpniu - wrześniu nie zapomnieć o tym, że wiosenne cebulowe mają cudowną moc uzdrawiania mojej duszy po szarym i burym przedwiośniu.
Krokusy, przebiśniegi, przylaszczki, czosnki giganty, hiacynty, żonkile, cebulice i wreszcie tulipany. Jest w czym wybierać.
Nie należy jednak zapomnieć, że aby uraczyły nas pięknem kwiatów musimy je nawozić odpowiednimi nawozami.
Szukajmy tych z grupy NKP - z dużą zawartością potasu, magnezu, fosforu, a mniejszą azotu.
Ja stosuje od lat oprócz własnego kompostu florovit.
Nie stosujmy dużych dawek, wg. zasady, że lepiej zasilić mało niż przenawozić. Uważne czytanie ulotek pozwoli nam dobrze dostosować dawki do potrzeb roślin.
Zima jeszcze trzyma się kurczowo mojego ogrodu, ale słoneczko nie daje za wygraną. Grzeje i topi ostatnie plamy śniegu.
Różnica w temperaturze między przedogródkiem a tyłem ogrodu jest taka, że w przodzie kwitną krokusy a w tyle leży jeszcze wcale nie mało śniegu.
Mimo to wartka natura nie pozwala mi już siedzieć w domu. Pielęgnację czas zacząć.
Drzewa liściaste można już spokojnie zacząć obcinać, zwłaszcza owocowe. Opryski też przy temp. powyżej 9-10 stopni.
Trawy te mniej wrażliwe też już ścinam.....wiem, wiem....do marca powinnam zaczekać, więc broń boże nie bierzcie ze mnie przykładu.......
Ciągle w koło słyszę .....jestem na diecie ......, pilnuję się ze słodyczami....., odmawiam sobie......, postanowiłam skończyć ze słodkim....
Jednak jak w zasięgu znajdzie się coś słodkiego - koniec ze wszystkimi postanowieniami.......przynajmniej ja tak mam.
Znalazłam w swoim kajecie stary przepis mojej ciotki na dietetyczne ciasteczka bez cukru.
Osładza je mała wisienka lub mały kawałeczek jabłka w środku.
Wiecie że to starczy. Są całkiem smaczne i możemy sobie wreszcie pozwolić......
CIASTECZKA SEROWE - składniki:
- 25 dkg mąki,
- 30 dkg sera białego chudego,
- 25 dkg margaryny (1cała),
- 2 jabłka lub wiśnie z syropu.
Wszystkie składniki dokładnie zagnieść w ciasto i delikatnie wyrobić, rozwałkować.
Wykrawać szklanką kółka. Na każdym ułożyć kawałek jabłuszka i zlepić tylko rogi (jakby otwarta pieroga). Ułożyć na blaszce i piec w rozgrzanym piekarniku 15 min.
Czas zależny od rodzaju piekarnika (z termoobiegiem nawet nie całe 15 min.). Następnie sprawdzać kiedy zaczną się rumienić.
W wersji niedietetycznej można posypać mączka cukrową.
Smacznego :)
Luty......śnieg już był....., narty już były...., odpoczynek......., już za dużo,.....joga, treningi, taniec.......to nie to samo.........potrzebuję wiosny.
Słońce od zawsze stymuluje mnie do działania. To wyznacznik dobrego dnia. Słońce potrafi mnie w lecie zrzucić z łózka o 6 rano.
Potrzebuje słońca.
Do ścięcia Miscant Giganteus - na początek i trzeba wytrzepać suche środki w thujach, przed przylotem ptaków. Potem nie można im przeszkadzać jak robią gniazda i wysiadują jaja.......
Ciekawość mnie spala jak wyjdą moje przemeblowania na rabacie trawiastej, a na angielskiej trzeba wymyślić coś mocno wysokiego, żeby dziurę po ściętej wierzbie zapełnić.....
Tyle pracy......wiosna......, wiosna.......