sobota, 16 marca 2013

SADZENIE I PRZYCINANIE POWOJNIKÓW (CLEMATISÓW)

Wiosna to czas na przycinanie roślin, żeby pobudzić je do wypuszczania nowych pędów, co bardzo zagęszcza i upiększa roślinę. Również clematisy przycinamy na wiosnę. Jednak grupa ta dzieli się na te które to wręcz kochają i wymagają przycinania, i na te którym jest to zupełnie niepotrzebne.
Sama też długo miałam z tym problem, które są w której grupie.
Prostym sposobem odróżnienia jest czas kwitnienia.
Mocno tniemy te późno kwitnące nawet do 30 cm. Nad ziemią te młodsze i 50-60 cm nad ziemią te starsze okazy.
Powojniki wcześnie kwitnące tniemy bardzo mało lub w ogóle. Zazwyczaj pozbywamy się suchych lub obmarzniętych pędów i tyle.
Dobrym sposobem pielęgnacji clematisów jest wiosenne podlewanie ich miksturą sporządzoną w domu i bardzo prosta do przygotowania.
Sposób przyrządzania:

  • 1 pałka czosnku,
  • 8 tabletek nadmanganianu potasu (różowe tabletki do kąpieli niemowląt kupisz w aptece),
  • 5-7 l wody,
  • czosnek miażdżymy, tabletki rozgniatamy (będzie szybciej ) i mieszamy z wodą,
  • odczekać 2-3 godz. i podlać obficie na wiosnę clematisy.

Mikstura zapobiega bardzo popularnej chorobie  - uwiądowi powojników, chorobie grzybowej, przez którą dochodzi do porażenia i zamierania pędów.
Dobrze na powojniki działa też popiół drzewny z kominka, dlatego w zimie można obsypywać je kopczykami z popiołu, a na wiosnę zmieszać z ziemią lub korą.
Nie można też zapomnieć, że clematisy muszą mieć nóżki w cieniu, a górę w słońcu, tzn. że w nogach musimy zasadzić jakąś bylinę, żeby osłaniała cienkie łodyżki przed zbytnim nasłonecznieniem.
Również bardzo ważne jest odpowiednie sadzenie tej rośliny. Musimy pamiętać o wykopaniu porządnej dużej dziury na 0,5 metra. Na spodzie powinien się znaleźć rozłożony obornik, ok. 2 łopaty zmieszany z ziemią. Przysypujemy go następną warstwą, żeby młode korzenie nie od razu w tej mieszance się znalazły. Potem używamy zwykłych mieszanek ziemi, najlepiej z dojrzanym kompostem. Jak najwięcej mieszajmy ziemię z piachem, jeżeli jest to glina nieprzepuszczalna, jeżeli nie jest to glina to piasek jest zbędny.
Nawozy, które stosuję ja, to raz na wiosnę mikstura z guana gołębiego w rozcieńczeniu 2:10 liter, a potem jeszcze magiczna siła do powojników 2-3 razy i to wszystko.



























.

środa, 6 marca 2013

ROZMNAŻANIE ROŚLIN WIOSNĄ - KRZEWY, IGLAKI

Dla wprawnych ogrodników nie ma ograniczeń dotyczących rozmnażania roślin.
Niestety my laicy musimy długo eksperymentować zanim posiądziemy te tajniki. Dzisiaj chce się z wami podzielić moimi doświadczeniami z rozmnażania.
Pierwszą zasadniczą sprawą jest założenie sobie mini lub maxi rozmnażalnika w miejscu z optymalnie najlepszymi warunkami do wzrostu  roślin. W skrócie musi być to miejsce zaciszne, osłonięte od wiatrów, lekko zacienione i dobrze trzymające wilgoć. Ja długo miałam taki cichy zakątek pod koroną brzozy penduli. 
Rozmnażanie nie jest trudną sztuką, choć oczywiście wiele osób twierdzi, że tzw. zielone ręce dużo tu pomagają. 
Wiosna to dobry okres dla niektórych krzewów do rozmnażania przez sadzonkowanie pędów.
Bardzo łatwo rozmnażają się tym sposobem pęcherznice, derenie, wejgele, tawuły, budleje i bukszpany, trzmieliny, thuje, azalie japońskie, wrzosy. Wymieniam oczywiście tylko te krzewy, z którymi mam doświadczenie. 

Podczas wiosennego cięcia wybierzmy jednoroczne przyrosty lekko zdrewniałe, oderwijmy z tzw. piętką (lepiej się taka sadzonka ukorzenia), zanurzmy w ukorzeniaczu i zasadźmy w naszym rozmnażalniku. Można to oczywiście robić w doniczkach w odkwaszonym torfie, ale wtedy trzeba bardzo dbać i podlewanie, bowiem to gwarancja, że sadzonka puści korzenie. Przy tej metodzie musimy pamiętać, żeby sadzonkę "ogołocić" z dolnych  listków, w ten sposób, żeby nie traciła siły na ich utrzymywanie a skupiła się na wypuszczaniu nowych korzeni. Zostawmy tylko 3-4 listki od góry. 

Dobrze sprawdza się inna metoda - przyginania pędów. Tu potrzebujemy "szpilek z drutu" lub kamienia, żeby przygięta gałązka zanurzyła się w ziemi, ale jej koniec musi luźno wystawać na powierzchni.
Taka gałązka musi być nacięta ostrym nożykiem w miejscu, gdzie styka się z ziemią. W ciągu roku mamy sadzonkę murowaną. Tak rozmnażam hortensje bukietowe, ogrodowe i krzewiaste.





.

poniedziałek, 11 lutego 2013

WIOSENNE CIĘCIE DRZEW I KRZEWÓW

Wiosna to dobry czas na redukowanie i formowanie przerośniętych drzew i krzewów.
Ogród, gdzie zostawiamy wszystko w stanie nieformowanym szybko traci na elegancji.
Są oczywiście drzewa i krzewy, które wręcz nie powinny być formowane, bo to się źle odbija na ich kondycji i wzroście. Należy tu wymienić magnolię, rododendrony, azalie japońskie czy wielkokwiatowe. Nadmienię jednak, że i te krzewy są u mnie formowane, tylko należy zachować odpowiednią logikę.
Azalie, rododendrony czyli ogólnie grupa różaneczników można formować tuż po kwitnieniu. Roślina musi mieć czas, żeby wypuścić nowe pędy i zdążyć zawiązać pąki na przyszłoroczne kwitnienia.
Służy to bardzo zagęszczeniu różaneczników, roślina ma ładniejszy pokrój. Warto jednak przycinać na raty, tzn. co roku wyznaczyć parę pędów, które chcemy zagęścić cięciem. Roślina wtedy nie jest zbytnio osłabiona i nie przestaje dobrze i obficie kwitnąć.
Inaczej sprawa wygląda z iglakami i żywotnikami. One wręcz kochają cięcie. Odwdzięczają się gęstym pokrojem i zdrowym wyglądem. Zostawione same sobie gałęzie wydłużają się pokazując zamiast pięknych igieł, liści gołe pędy pozbawione uroku.
Jednak nie bójmy się przeprowadzać cięcia u takich zaniedbanych okazów. Wprawdzie musimy poczekać chociaż rok na efekty takiej radykalnej korekty, ale jest duża szansa, że nasze drzewko będzie jeszcze gęstym i bujnym okazem.
Również brzozy bardzo lubią cięcie. Ich korona jest wtedy gęsta i ma bardziej zwarty pokrój. To pozwala na uzyskanie efektu cienia, na który bardzo często czekamy. Dodam, że najlepszym terminem do przeprowadzenia takiego cięcia jest połowa lutego, zanim brzoza zacznie pobierać soki.
Wtedy po cięciu drzewo płacze - to potoczne określenie, ale tak jest. Z ran uchodzi sok i nie jest to najlepsze dla naszego drzewka. Ja trzymam się moich obserwacji, że najlepszą porą dla drzew liściastych jest termin połowy lutego i dla iglaków początek marca. Inaczej sprawa ma się z sosnami. Tu stosujemy najlepszą metodę uszczykiwania końców - jak przy tworzeniu bon-sai. Robimy to w połowie lub końcem maja, kiedy przyrosty osiągną odpowiednią dla gatunku długość. Uszczykujemy wtedy albo połowę albo 3/4 przyrostu. Zależy jak gęste chcemy otrzymać okazy.


  Robinia akacjowa FRISIA - uwielbia wiosenne cięcie


  Klon palmowy - tnijmy wiosną


  Wiąz górski - pendula - tniemy wiosną


  Wiąz HILARY - tniemy wiosną


  Wejgela - wycinamy wiosną najstarsze pędy


  Głóg jednoszyjkowy - tniemy wiosną


  Buk czerwony pendula - tniemy wiosną


  Świerki - tniemy wiosną


  Buk kolumnowy - tniemy wiosną


  Berberysy aurea - tniemy późną wiosną


  Sosny - obszczykujemy części przyrostów w maju - czerwcu


  Modrzew europejski - tniemy wiosną


  Katalpa - tniemy wiosną


wtorek, 29 stycznia 2013

CZY LUBIMY DBAĆ O NASZE ŚRODOWISKO NATURALNE ?

To pytanie zadałam sobie wsłuchując się w debaty o stawkach za wywóz śmieci. To mnie również skłoniło do zadania sobie takiego pytania. Nikt nie zaprzeczy, że lubimy oceniać działania innych i ich błędy, zaniedbania. Słowem kochamy patrzeć na obcych.
Tymczasem wpadłam na taki pomysł żeby nakłonić Was, którzy czytacie mojego bloga do przemyślenia swoich poczynań w tym względzie.
Tyle dyskusji o ochronie środowiska na szczeblach rządowych. Możni tego świata debetują o tym, podczas gdy my przeciętni Kowalscy ledwo zdobywamy się na to, żeby poszukać kosza na plaży.
Szczególnie poruszyło mnie ostatnio zjawisko wyrzucania reklamówek pełnych śmieci z pędzących leśną drogą samochodów.
Czyż to nie my powinniśmy zadbać o to, żebyśmy mogli w niedzielę pójść tą ścieżką na spacer. Władza nam w tym nie pomoże, bo to kwestia kultury i obyczajów a nie ilości sprzątaczy.
W każdym zakątku słyszę ostatnio, że nie da się wyjść z dziećmi na dwór, bo powietrze jest trujące, ale czy to nie nam zwykłym śmiertelnikom zdaję się, że to co spalamy w naszych piecach to przecież mały pikuś.
W moim mieście prawie nie ma ptaków, psy chorują bez przerwy na oczy a koty mają łapy pokryte chorobowymi zmianami. To zwierzęta, a ludzie - astmy, zapalenia gardła, oskrzeli, spojówek - to codzienność mojego społeczeństwa. Mało kiedy można pójść jesienią na spacer, bo nikt nie czuje się odpowiedzialny za swoje  przyzwyczajenia. Smutno jest o tym pisać.
Jednak gdyby każdy z nas pomyślał i zadał sobie pytanie "Jak ja mogę swoim działaniem przyczynić się do poprawy środowiska naturalnego?".
Mam nadzieję, że uda mi się nakłonić choćby małą garstkę do przemyśleń, tym bardziej,że tu chodzi o naszą jakość życia i naszych dzieci.